ul. Puławska 61
02-595 Warszawa

50 lat...

Kiedy na zjeździe organizacyjnym FAKF w grudniu 1956 byłem pośród grona ludzi pragnących zjednoczyć się wokół filmu amatorskiego i słyszałem o tym ciekawym ruchu w świecie, zapragnąłem kiedyś w Polsce zorganizować taką międzynarodowy festiwal filmowy. Dowiedziałem się ze istnieje organizacja światowa istniejąca od 1931 roku i nazywa się UNICA. Dopiero po 19 latach mozolnych starań dopięliśmy swego i UNICA mgła się odbyć w Toruniu w 1975 roku. Jakież było nasze zdziwienie, gdy do Torunia zgłosiło się ok. 500 uczestników z 29 krajów. Zapewnienie odpowiedniej projekcji przeszło 130 filmów formatu 8mm, super 8 i 16 mm nie było wtedy łatwe. Problemy zaczęły się po przyjeździe do Torunia ludzi z krajów kapitalistycznych przywykłych do swobód poruszania i nieograniczonej wolności filmowania i fotografowania. Co chwile trzeba było odbierać z komisariatów, często rozbawionych, uczestników zatrzymanych przez milicje za fotografowanie mostów, dworca kolejowego, czy obiektów wojskowych. Na szczęście wszystko kończyło się dobrze. Natomiast przygotowany przez studentów UMK happening oblewania gołego mężczyzny kolorowymi kisielami wywołał oburzenie i protest delegacji radzieckiej. To był 1975 rok.

Staszek Puls


39 lat...

Filmem interesowałem się od dziecka. W wieku 7 lat wybrałem się sam do kina (telewizji jeszcze nie było…). W szkole podstawowej chodziłem do kina 3 razy w tygodniu. Po ukończeniu studiów postanowiłem założyć amatorski klub filmowy. Z tą propozycja udałem się do dyrektora domu kultury i razem z kilkoma innymi entuzjastami założyliśmy w 1968 roku AKF Sawa, który działa w tym samym miejscu już prawie 39 lat. Entuzjastom zapału starczyło na rok, a mnie na nieco dłużej, dlatego istniejemy do dzisiaj. Na początku lat 70-tych do klubu przyszło kilkanaście osób które przez 22 lata wspólnie tworzyły, ale przede wszystkim dobrze się bawiły. Zabawy były rożne: a to happening w plenerze - przyjęcie w poczet honorowych członków Józefa Milki (noc, pochodnie, rozstajne drogi w Polanicy Zdroju), a to 10 edycji Festiwali Filmów Nieudanych, którego komisarzem był Jan Piechura. Nasza filozofią było, że w każdym filmie można znaleźć coś nieudanego. Zapraszany był nawet Andrzej Wajda ze swoimi filmami, ale odpowiedział grzecznie, że w ostatnim czasie nie ma nic nieudanego i udziału nie wziął. To także programy „Sawa by night”, określane jako pierwszy audiowizualny kabaret w Polsce, które komentowało nawet Radio Wolna Europa. Trudno się dziwić skoro jeden z nich rozpoczynał się obrazem czołgów jadących autostradą z komentarzem „Na zaproszenie władz federalnych Pierwszy sekretarz AKF Sawa Jerzy Pieluchowski, udał się do Austrii z wizytą przyjaźni”. W tamtych czasach taka zabawa przy okazji robienia filmów amatorskich była znakomitą odskocznią od życia codziennego. Staranie się o wyjazd na festiwal międzynarodowy było podstawą do wystąpienia o paszport, który nie zawsze się otrzymywało. Ale była to szansa na obejrzenie tego bardziej kolorowego świata. Dlatego tez w 1984 roku na Festiwal do Sainte Nazaire we Francji pojechało 16 polaków. Teraz kiedy paszport nie jest już owocem zakazanym, tego wyniku chyba nigdy nie powtórzymy. Od 1975 roku pracuję jako instruktor prowadząc AKF Sawa. Jeżeli uprawianie hobby staje się zawodem, z którego człowiek może się utrzymać, to czy może być coś lepszego?

Leszek Boguszewski


25 lat...

Z 50 lat naszej Federacji przeżyłem w niej równą połówkę. Dokładnie dwadzieścia pięć lat. To piękny fragment mojego życia, z tysiącem przeżyć, dobrych chwil, filmów i ludzi, pasjonatów kina i przygody jaką niesie twórczość. Wtedy, na początku tej niezwykłej przygody nie przypuszczałem że będzie trwać tyle lat. A przecież to nie jej koniec . Dwadzieścia pięć lat to także podróż sentymentalna. Tyle się zmieniło i tak dużo pozostało w pamięci. Wielu z nas pamięta terkot projektorów, dźwięk na taśmach magnetofonowych, wirtuozerię realizatorów projekcji jednocześnie dbających o synchronizację obrazu i dźwięku, pilnujących sklejek i martwiących się o stan perforacji. Do tego twórcy, organizatorzy i członkowie jury. Setki ludzi, rozmów i gorących dyskusji, często kończących się tuż przed śniadaniem. Wiele miast i środowisk sprzyjającym filmowym pasjonatom. Cały ten piękny czas jest jak sen. Niech się śni...

Witold Kon Przewodniczący FNTF


20 lat...

Dla mnie Federacja to spotkania z ludźmi… I te poprzez filmy i te osobiste. Jedne z najważniejszych, to te z Heniem. Profesorem Henrykiem Klubą… Cudownie ciepły człowiek, uśmiechnięty, życzliwy. Nazywał mnie „Agnieszeczką” - nie protestowałam, mimo, że nie lubię zdrobnień. Miał niezwykłą pamięć filmową - przez lata chwalił mój film „Metro”, szczęśliwie „zapominając” o innym – mniej udanym. Surowy w ocenach, czasami trochę zbyt „klasyczny”, był dla mnie autorytetem i prawdziwym przyjacielem. Myślę, że wciąż o nas dba, stamtąd…

Agnieszka Wlazeł


7 lat...

Kiedy 7 lat temu pracowałam przy festiwalu „Dozwolone do 21” nie spodziewałam się, że film na stałe zagości w moim życiu i nada mu tak twórczy rytm. Od tamtej pory aktywnie biorę udział w różnych przedsięwzięciach Federacji, a od jakiegoś czasu realizuję własne inicjatywy. Film to dla mnie nie tylko sposób na zabawę i twórczy rozwój osobowości. Film to sposób na poznawanie świata i ludzi, a także sposób na odkrywanie dróg, które do nich prowadzą. Film jest zniekształconym lustrem zwykłej rzeczywistości. To właśnie dlatego film stał się elementem mojej codzienności. Robienie filmów jest niczym innym jak kreowaniem różnych historii. A to bardzo pomaga w kreowaniu własnego życia…

Sylwia Kujawska